Finałowy wideo blog filmu "Hobbit: Pustkowie Smauga" Peter Jackson publikuje 10-minutowe spojrzenie na pracę na planie widowiska fantasy "Hobbit: Pustkowie Smauga". Reżyseruje Peter Jackson na podstawie scenariusza, który pisał z Fran Walsh, Philippą Boyens i Guillermo del Toro.
Produkcję rodzącej się w bólach ekranizacji „Hobbita” z uwagą śledziłem od samego początku, nie tylko przez miłość do tolkienowskiej mitologii i jacksonowskich ekranizacji, lecz również z powodu osobistej fascynacji koncepcyjną i produkcyjną stroną filmowego Władcy Pierścieni. Od najmłodszych lat, interesując się fantastyką we wszelkim wydaniu, zachwycał mnie sposób, w jaki artyści, tacy jak John Howe, Alan Lee oraz Richard Taylor i jego ekipa z Weta Workshop pod przewodnictwem Jacksona, przekuwali powszechnie znane archetypy fantasy na filmowy to stylistyka i wizualne stereotypy, które w popkulturze widzimy na co dzień we wszelkiego rodzaju grach czy książkach, tutaj jednak osiągnęły one zupełnie nową jakość, do której poziomu do tej pory nikomu nie udało się przebić. Wprawdzie na pierwszy rzut oka trylogia Jacksona, mogła wyglądać na zwykłego, hollywoodzkiego giganta z budżetem wystarczającym do inwazji na małe państwo i rozmachem definiowanym jedynie przez ilość zer w liczbie stworzonych rekwizytów i kostiumów, jednak pod wieloma względami była to produkcja absolutnie przełomowa, fascynujący proces twórczy niepodobny do niczego innego w historii amerykańskiego kina. Za ładnymi obrazkami kryło się tam dużo więcej niż widać było na pierwszy rzut oka – nie wspominając o tym, że były to przede wszystkim świetne filmy, tworzące jedną z najwartościowszych kinowych trylogii. Jeszcze lata po zakończeniu przez Jacksona swojej ekranizacji, z uwagą śledziłem poczynania talentu odpowiedzialnego za przeniesienie „Władcy Pierścieni” na ekrany, a sposobność ponownego spotkania całej ekipy i obserwowania efektów ich drugiego podejścia do mitologii Śródziemia , była dla mnie niemal równie ekscytująca jak perspektywa obejrzenia samego samego początku stałem też murem za Jacksonem, popierając go jako najwłaściwszego kandydata na stołek reżysera i broniąc w licznych forumowych dyskusjach. Można powiedzieć, że przez długi czas byłem wręcz kimś na kształt jego apologety. Bo trzeba przyznać, że nie jest to filmowiec, którego łatwo zaakceptować w całości, wraz ze wszystkimi cnotami i przywarami. Jego filmowa wrażliwość, odpowiadająca za przebłyski kreatywnego geniuszu, często potrafi objawić się jako niemalże efekciarska przesada czy brak wyczucia. Czasami wydaje się być bardziej przejęty samym procesem twórczym, niż końcowym efektem. Jak bawiący się w najlepsze spec od efektów specjalnych, któremu ktoś nagle powierzył im więcej faktów na temat ekranizacji wychodziło na światło dzienne, tym więcej pojawiało się wątpliwości. Z czasem, moje poparcie dla Jacksona, musiało zmierzyć się ze świadomością jego słabości, którą dotąd skutecznie spychałem na dalszy plan, ze względu na sympatię do reżysera i podziw dla pracy, jaką wykonał przy oryginalnej trylogii. Najwięcej obaw wywołała decyzja o rozbiciu ekranizacji wpierw na dwa, później na trzy filmy. Natychmiast fani zaczęli wyrażać wątpliwości na temat sposobu, w jaki scenariusz zostanie rozciągnięty na potrzeby trzech trzygodzinnych filmów oraz sztucznego faszerowania fabuły niekanonicznymi elementami. Tym akurat przejmowałem się najmniej, bo wiedziałem, że wbrew temu, co większość sądzi na temat „Hobbita”, w opowieści tej jest wystarczająco materiału. Może nie w samej książce, ale w licznych dodatkach i adnotacjach, którymi Tolkien zapełniał niewyjaśnione dziury i znaki zapytania w fabule Hobbita, oraz ujawniał miejsce, jakie ta opowieść zajmowała w szerszym obrazie Śródziemia. Bo choć jeszcze lata po premierze książki czytelnicy byli zupełnie nieświadomi kontekstu opowieści czy istnienia jakiejś większej rozbudowanej mitologii, to Tolkien już pisząc słowa „W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie hobbit”, miał w głowie poukładane podwaliny świata i historii, której ta opowieść miała być jedynie małą częścią. Tak więc na brak materiału źródłowego Jackson nie mógł idei „Trylogii Hobbita”, w mojej ocenie tkwił gdzie i z powrotem. Z paroma „Powrót Krola” był tą częścią sagi z największą ilością nagród na koncie, to z czasem, gdy emocje opadły, a całość można było ocenić trzeźwym okiem, to „Drużyna Pierścienia” zajęła w świadomości kinomanów miejsce najlepszego filmu z całej trylogii. Było to przygodowe kino idealne. Świetnie skrojona podróż z perfekcyjnym tempem. Najbardziej zróżnicowana pod względem klimatu, przebytych lokacji i zawartych emocji, związanych razem w niesamowicie zgrabny – jak na tak długi film – sposób. W niektórych aspektach „Drużyna” wyróżniała się na tle pozostałych części tak bardzo, że momentami można było odnieść wrażenie, że odpowiada za nią inny reżyser. Choć był to dopiero początek sagi Wojny o Pierścień, to pod względem dawkowania nastroju i sterowania emocjami widzów, był to zdecydowanie najbardziej kompletny i pełny film trylogii, dający uczucie przebycia autentycznej i zróżnicowanej podróży i jedyna część z wyraźnie narracyjnie wydzielonym początkiem, środkiem i końcem, pomimo tego, że – technicznie rzecz biorąc – nie miała właściwego fabularnego po raz pierwszy zaczęto kontemplować możliwość ekranizacji “Hobbita”, niektórzy (w tym ja) patrzyli na ten film właśnie jak na potencjalną nową, lepszą „Drużynę”. Bo fabuła “Hobbita” to klasyczna, wzorcowa nowa przygoda i filmowa podróż, tak ładnie podsumowana przez podtytuł książki – „Tam i z powrotem”. Rozpoczynająca się wprowadzeniem niechętnego bohatera, następnie prowadząca widza przez masę przygód, charakterystycznych lokacji i postaci, wreszcie kończąca się epicką bitwą, walką ze smokiem (mającego w tej opowieści role klasycznego strażnika wrót) i triumfalnym, choć słodko-gorzkim powrotem do domu, po którym nasz bohater już nigdy nie będzie taki sam. Bam – napisy końcowe. Właśnie w tym klasycznym formacie opowieści i historii złożonej ze świetnie dobranych i kipiących od filmowego potencjału archetypów fantasy, tkwiła perspektywa arcydzieła kina przygodowego. Robienie z tej fabuły trylogii byłoby marnowaniem tego potencjału, tego ogólnego rysu opowieści, tego zgrabnego dawkowania emocji. Rozciągając i dzieląc historię w ten sposób, jedną rewelacyjną przygodę zamieniamy na trzy filmy, z których żaden nie będzie miał tak zgrabnego emocjonalnego rozpisania i tempa, jak jeden film. Nie będzie uderzać z taką mocą i zamiast wyraźnego tematycznego podziału początek-środek-koniec, będzie jedynie niezgrabnym zlepkiem scen akcji i migających przed ekranem lokacji. Niczym „masło rozsmarowane na za dużej ilości chleba”, jakby to powiedział Yeah Tolkien!Jako fan pracy magików z Weta Workshop i Jacksonowskiego podejścia do produkcji filmów, z wypiekami na twarzy oglądałem coraz częściej pojawiające się zakulisowe making-ofy i dzienniki reżyserskie, w których rozpoznawałem pasję znajomą mi z oryginalnej trylogii. Jednak jako kinoman, nie widziałem w tym żadnej przewodniej myśli, jakiegoś pomysłu na tę serię, czegoś co sprawi, że te trzy filmy będą czymś wartościowym same w sobie, zamiast być po prostu technologicznie ulepszoną, ale fabularnie i narracyjnie rozwodnioną powtórką z rozrywki. Zamiast tego widziałem obsadę i ekipę bawiących się w najlepsze i kręcących film na zasadzie „Fuck Yeah Tolkien!” – czyli po prostu sielankowej realizacji różnych fantastycznych elementów – trolli, elfów, orków, w przekonaniu, że te obronią się same, bez zastanowienia czy ktokolwiek poza fanami znajdzie to interesującym, a czy mityczne stworzenia nadal będą robić wrażenie po dziesięciu latach, gdy nowatorstwo już uleciało. Dziś niestety nie wystarczy po prostu pokazać na ekranie imponującą mordę jakieś bestii wykreowanej w CGI, musi ona przede wszystkim robić wrażenie na poziomie fanem Śródziemia i od lat pochłaniając fantasy we wszelkiej formie, należałem do targetu, do którego film ten był skierowany, jednak patrząc na to wszystko nie mogłem doszukać się w zapowiedziach „Hobbita” niczego co sugerowałoby, że filmy te będą się wyróżniać na tle pierwszych lepszych, wakacyjnych produkcji fantasy, czymkolwiek oprócz technologii i obrazków. Coraz bardziej przekonywałem się do tego, że talenty Jacksona byłyby lepiej spożytkowane w roli producenta, niż reżysera. Czy leci z nami pilot?Odnosiłem wrażenie, że Jackson nieco pogubił się w tym procesie twórczym, że nie ma już tego wyczucia, tego idealnego łączenia realizmu z fantastyką, rozmachu z przyziemnością, jakie prezentował w oryginalnej trylogii. Wydawało się, że jego filmowe gusta i niepohamowanie lepiej sprawdzają się w szalonych, ale skromnych filmach jak „Meet the Feebles” czy „The Frighteners”. Zastanawiałem się czy ponowne nadanie mu tak dużego budżetu i nieograniczonej swobody, niesie za sobą ryzyko powtórki casusu King Konga – pod wieloma względami świetnego filmu przygodowego, ale jednocześnie tak bardzo osobistego i autorskiego, kręconego bez uwzględnienia wymagań przeciętnego widza, że ciężko było przebrnąć przez cały seans, jeżeli nie podzielało się filmowych fascynacji reżysera. Z czasem pojawiła się nawet iście heretycka myśl, że „Władca Pierścieni” był może nie od razu wypadkiem przy pracy, ale jednak jednorazowym osiągnięciem, wynikającym z unikalnego zbioru sprzyjających tego dochodziło też kontrowersyjne 48fps, w którym niektórzy upatrywali się głównego powodu, dla którego Jackson zgodził się na powrót do Środziemia i czegoś, co sprowadzi trylogię do poziomu zwykłego eksperymentu i pola testowego dla nowego formatu. Nie chcę rzucać tutaj tanimi oskarżeniami o kompleks Georga Lucasa, czy „sprzedanie się” technologii, jakie padają za każdym razem, gdy któryś z pionierów Hollywood zaczyna bawić się nowymi zabawkami, jednak muszę przyznać, że rzeczywiście wyglądało to jakby gdzieś w tym wszystkim Jackson stracił perspektywę, a scenariusz nie miał już pierwszeństwa. Wszystkie te wątpliwości i obawy, wraz z pojawiającymi się negatywnymi recenzjami sprawiły, że zamiast iść na premierę „Hobbita” przebrany za elfa, z niechwianym entuzjazmem prawdziwego fanboya, na film szedłem z pewną dozą droga wiedzie w przód i w przód…i w co zobaczyłem w kinie, z jednej strony potwierdziło większość moich przedpremierowych obaw, z drugiej, pozostawiło mnie ożywionym od kinowej przygody, fantastycznych zdjęć i wizualiów, a także, wbrew temu, co sądziłem, ponownie rozpaliło we mnie ekscytację jacksonowską wizją Środziemia. Prawda, film cierpi na prawie wszystkie bolączki wynikające z podziału fabuły na trzy rozdziały, o których pisałem wyżej. Tempo i narracja są bardzo nierówne, momentami mozolne, sceny dialogowe ciągną się w nieskończoność i często wypełnione są bardzo toporną ekspozycją. Można też mieć wątpliwości co do jakości materiału z poza książki. Było to dziewicze terytorium, które Jackson i jego współscenarzystki Phillipa Boyens i Fran Walsh, musieli napisać od podstaw, również w przypadkach, gdzie opierali się na ogólnych, tolkienowskich dodatkach; rezultat jest “Nieoczekiwana Podróż” (pozwólcie, że strzelę “focha” i od tej pory w ramach protestu, nie będę używał poronionego polskiego tłumaczenia tytułu) podąża podobnym schematem fabularnym co “Drużyna Pierścienia”, to nie ma w sobie nic z elegancji i wyczucia tamtego filmu. Również sceny analogiczne pomiędzy tymi dwoma tytułami (jak np. wizyta w Rivendell), wypadają zdecydowanie lepiej w przypadku „Drużyny”. Pierwsza część „Hobbita” nie ma odpowiednio nakreślonego początku, środka ani końca, zamiast tego film niezgrabnie łączy ze sobą poszczególne lokacje i powtarza formułę nagle spadających na bohaterów kłopotów, po których następuje porywająca ucieczka. Brakuje tutaj tutaj idealnych proporcji i dawkowania atrakcji książkowego oryginału. Zamiast tego dostaliśmy tą nieco nudniejszą połowę fabuły, sztucznie rozciągniętą do trzech godzin. ”Nieoczekiwana Podróż” jest niezgrabna, tam gdzie książka była wyważona. Wysokie stawkiA jednak. Choć Hobbit może wydawać się niekształtnym zlepkiem sekwencji akcji, mozolnie ciągnącym widza od sceny do sceny, bez większego ładu i ogólnego zarysu, to klimat nowej przygody jest tu naprawdę silny i zwiększa się z każda godziną seansu. Wprawdzie wciąż uważam, że ekranizacja zamknięta w jednym filmie, mogła mieć dużo lepszą, kinowa formułę i uderzać z większa mocą, to ilość dłużyzn w „Nieoczekiwanej Podróży” jest mniejsza, niż sugerują krytyczne recenzje. Jackson potrafi przykuć uwagę widza, ma świetną wizualną intuicję, sprawnie operuje nastrojem i nie ogranicza się jedynie do paradowania przed widzem kalejdoskopu ładnych obrazków, potrafi je też odpowiednio zgadzam się również z często powtarzanymi zarzutami o brak epickości i błahość opowieści, które padają, gdy recenzenci chwytają się najbardziej oczywistych różnic, pomiędzy książkowym “Hobbitem” a “Władcą Pierścieni”, nie zauważając przy tym, że ekranizacja ambicją wykracza nieco poza ramy powieści. Prawda, ton historii jest wyraźnie inny: lżejszy, bardziej humorystyczny, a stawki nie są jeszcze tak wysokie jak we Władcy. Jednak wyraźną intencją Jacksona jest stworzenie nowej trylogii – odrobinę bardziej baśniowej i z większą ilością humoru, ale nadal odpowiednio operowej i kręconej z rozmachem i pompą. Tak naprawdę ekranizacja ta przestała być stricte Hobbitem, w momencie, w którym zdecydowano się na trzy filmy zamiast jednego i opowiedzenie o rzeczach, które Tolkien zawarł w dodatkach do “Powrotu Króla”, takich jak twierdza Dol Guldur czy działania Białej Rady. Jackson w tym momencie nie był już ograniczony przez styl samej tym reżyser bardzo sprawnie łączy główny wątek wyprawy z większym kawałkiem mitologii Środziemia i narastającym widmem Saurona, który już wtedy dawał o sobie znać. Film rozpoczyna się epickim prologiem i później również wprowadza parę zapierających dech w piersiach retrospekcji. Przez cały czas czuć tu ciężar historii i wagę przedsięwzięcia, jakiego podjął się Thorin. Jednym z sukcesów Jacksona było pokazanie, że „Hobbit”, nie jest po prostu historyjką o grupce trzynastu krasnoludzkich cwaniaczków, którzy pewnego dnia postanowili podwędzić należyty im majątek spod nosa gigantycznej gadziny, lecz opowieścią o desperackiej misji pozbawionych ojczyzny wygnańców chcących odzyskać dom i własną tożsamość. To błąkający się po świecie reprezentanci niezwykle dumnej i wyniosłej rasy, którzy z dnia na dzień stracili prawo do chełpienia się swoim dziedzictwem. Złoto, zagrabione przez Smauga, ma tam najmniejsze znaczenie, choć najwięcej się o nim mówi. Samobójcza, zdawało by się, wyprawa tej krasnoludzkiej diaspory, nie jest pokierowana przez chciwość lecz pragnienie odzyskania domu, swojej tożsamości, spuścizny ojców i dawnej chwały. Może wydać się to nadęte lub tanie, lecz wystarczy jedno spojrzenie na zdeterminowaną i wypełnioną żalem twarz Thorina, oraz sylwetki jego utrudzonej bandy brodatych towarzyszy, a wątek ten nabiera kinowej mocy. Bestiarusz śródziemia. Krasnoludy, elfy, podobnie jak oryginalna trylogia, działa w dużej mierze ze względu na świetnie dobraną obsadę. Większość postaci Tolkiena to pewne projekcje dobrze znanych archetypów. Tacy bohaterowie nie wyróżniają się dialogami czy skomplikowanym zarysem psychologicznym, przykuwają za to uwagę dobrze rozpoznawalną, choć bardzo specyficzną i silnie oddziaływającą ekranową prezencją. By coś takiego zadziałało potrzeba odpowiednich aktorów. Nie tylko wystarczająco charakterystycznych i z ekranowa siłą przebicia, lecz również na pierwszy rzut oka uosabiających cechy ich postaci. Jackson ponownie pokazał, że ma nosa do obsady. Richard Armitage jest idealny jako Thorin. Klasyczne połączenie srogiej, choć inspirującej osobowości, z upartością osła. W recenzjach ograło się już porównanie tej roli do Aragorna połączonego z Boromirem, ale jest ono bardzo trafne. To własnie na tej postaci spoczywa ciężar wątku krasnoludzkiej dumy i utraconej chwały i Armitage znosi go z gracją. W słowach samego aktora: „Zastanawiałem się jak zagrać kogoś niskiego. Musiałem zrobić coś przeciwnego. Zagrać kogoś, kto uważa, że jest wysoki i wierzy, że należy do rasy olbrzymów”.Udało się także z obsadzeniem roli Bilba. Wprawdzie osobiście wciąż nie jestem w stu procentach przekonany do Martina Freemana (być może naoglądałem się za dużo “Sherlocka” i cały czas wiedzę Watsona), to czuć, że pasuje do tej roli, a pole do popisu jest duże, bo Bilbo to jedna z najfajniejszych Tolkienowskich postaci, dużo konkretniejsza niż Frodo i służąca za świetny punkt odniesienia i narracji, w stosunku do tego dużego, strasznego się również starzy znajomi. Ian MacKellen ponownie jest absolutnie idealny jako Gandalf, łącząc mądrość i surowe spojrzenie z czułością starca, zaś Gollum Andy’ego Serkisa znów kradnie wszystkim show. Przed seansem miałem pewne wątpliwości co do ponownego spotkania z Gollumem, wszak po dziesięciu latach postać ta zdążyła mi się już nieco ograć. Jednak Serkis po raz kolejny udowadnia ze jest najlepszy w tym, co robi, a swoją gestykulacja i mimiką potrafi zahipnotyzować widza i tchnąć życie w każde cyfrowe stworzenie, nie ważne czy będzie to gigantyczny goryl czy zdegenerowany hobbit. Scena zagadek w ciemności w pełni oddaje wagę książkowego oryginału i posiada odpowiednią teatralność i powiew jedyną kontrowersyjną rolą w filmie jest występ Sylvestra Mccoy’a jako Radagasta Burego. Filmowa interpretacja tej postaci jest jak zmyślny, pomysłowy gag, który ktoś bez wyczucia pociągnął za długo i spalił. Może być nieco zbyt karykaturalny, dla tych którzy brązowego czarodzieja wyobrażali sobie jako poważniejszego druida, jednak poziomu nowego Jar Jara się nie doszukałem, a projekt postaci jest na tyle niebanalny, że wciąż ma w sobie potencjał na efektowne wykorzystanie w kolejnych częściach, jeżeli Jackson okaże przy nim odrobinę więcej zakapioryNie wypada też nie wspomnieć o drużynie krasnoludów, która, oprócz Bilba i Smauga, jest najbardziej wybijającym się elementem “Hobbita”, oferującym największy scenariuszowy potencjał. Podoba mi się sposób, w jaki Jackson i projektanci z Wety stworzyli eklektyczny miks wszystkiego, co krasnoludzkie, nie ograniczając się jedynie do utrwalonego w popkulturze wizerunku krzepkiego, brodatego szkota w kanciastej zbroi z toporem w jednej łapie i kuflem piwa w drugiej. Znajdą się tu zarówno krasnoludy pełną gębą jak Gloin czy Dwalin oraz nieco bardziej ekscentryczne, gnomie persony jak Ori czy Dori. Drużyna przedstawia pomysłową zbieraninę klasycznych archetypów fantasy i różnych klas społecznych, od krasnoludzkiej arystokracji, przez kupców, po robotników. To kipiący od filmowej chemii miks awanturników, idealnie pasujący do kina nowej jedynie, ze choć jako całość drużyna jest wyraźną częścią scenariusza, tak już na poziomie indywidualnych krasnoludów jest gorzej. W filmie tylko Thorin, Balin, Dwalin i Bofur mają szansę wykazać się przed widzem – reszta kompanii służy za bezimienne tło. Zakulisowe materiały przedstawiają natłok pracy, jaki włożono w projekty i nakreślenie osobowości każdego z członków drużyny, tym bardziej więc szkoda, że w filmie przyszło nam poznać jedynie czterech, a i to tylko powierzchownie. Niedosyt tym większy, że naprawdę niewiele było trzeba by bliżej przedstawić charakter poszczególnych krasnoludów biorących udział w wyprawie, a Jackson miał na to bite trzy godziny. W końcu nie składa się ona z jakichś psychologicznie skomplikowanych postaci, tylko z bardzo charakterystycznych, znanych wszystkim wzorców. Wystarczy linijka dialogu w odpowiedniej sytuacji, małe reakcje, wtrącenia tu i ówdzie, detale funkcjonujące gdzieś w tle filmu, które z czasem nagromadzają się i budują w podświadomości widza, ogólny obraz członków drużyny. Pozostaje mieć nadzieję, że Jackson naprawi ten błąd wraz z kolejnymi częściami, bo grzechem byłoby takiej trzynastki awanturników nie obrazkiNie sposób pisać o filmie, nie wspominając o użytej technologii HFR. Ważne jest byście nie zrażali się pierwszym wrażeniem, które dla większości zapewne okaże się niemiłym szokiem. Szybsze klatkowanie obrazu, z początku, zamiast bardziej realistycznego ruchu, sprawia raczej wrażenie nienaturalnego przyspieszenia. Wielokrotnie komentowano już, że Hobbit w 48fps, wygląda tak dobrze, że aż źle. Ten niemalże dokumentalny format pozbawia film tej trudnej do zdefiniowania „kinematograficzności”, którą przez dekady kojarzyliśmy z filmowym obrazem. Efektem tego jest to, że pomimo jakości scenografii i charakteryzacji, całość przypomina momentami teatr telewizji, a płynność ruchu przywodzi na myśl amatorskie nagrania z wesel, kręcone domową kamerą. Jest to podobna sytuacją do tej, z którą mierzył się Michael Mann, kręcąc swoje ostatnie filmy cyfrą. Już wtedy nienaturalnie wyglądającemu formatowi obrazu niektórzy przypisywali narracyjne zastosowania; na myśl przychodzą “Wrogowie Publiczni” i idea filmu „W latach trzydziestych” zamiast ”O latach trzydziestych”. Z Hobbitem jest podobnie. Ta dziwna płynność sprawia, że nie tylko obraz jest mniej „dramatyczny”, ale nawet sama narracja i przebieg scen wydają się przez to mniej oglądając film Jacksona, początkowa niechęć szybko przeradza się w zaintrygowanie, jeżeli nie przekonanie. Zwiększony realizm obrazów ma również swoje plusy, momentami widz rzeczywiście czuje jakby był świadkiem wydarzeń na żywo, a nie oglądał udramatyzowaną relację. Natomiast wspomniana wcześniej naleciałość teatru telewizji, jest najbardziej widoczna w scenach rozgrywających się w czterech ścianach – ujęcia plenerów to już zupełnie inna bajka. Gdy tylko drużyna opuszcza skromny Hobbiton, Jackson zaczyna bombardować coraz bardziej imponującymi, szerokimi ujęciami i sekwencjami w plenerze, w których zalety HFR stają się nagle bardzo wyraźne. Plenery Nowej Zelandii połączone z elementami CGI i kawałkami scenografii zaprojektowanej przez ekipę z Weta, przyprawiają o opad szczęki. Jeżeli nie trawicie fantasy, a niziołki z włochatymi stopami i brodacze w szpiczastych kapeluszach to dla was szczyt filmowego zniewieścienia, to do kina wybierzcie się chociaż dla fantastycznie sprawdza się również w scenach akcji. Większa ilość klatek na sekundę sprawia, że gwałtowne ruchy postaci, w momentach rozszalałego zamieszania, są płynne, wyraźne i nie rozmywają się, przez co widzimy wszystko jakbyśmy sami byli częścią wydarzeń. Efekt dodatkowo podkręca reżyseria i aranżacja tych momentów. Wprawdzie wymyślna choreografia może dla niektórych być przykładem jacksonowskiego efekciarstwa, jednak moim zdaniem takie akrobacje i lekki slapstick pasują do zwariowanej drużyny krasnoludów. Magia Green Screen’ największa zaleta HFR jest wpływ, jaki większe klatkowanie ma na wygląd i realizm efektów CGI. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnim razem generowane komputerowo stworzenia i postaci zrobiły na mnie tak duże wrażenie. Zwiększenie realizmu jest niesamowite – Trolle, Gollum, Wargowie, Król Goblinów. Te stworzenia naprawdę tam są, wchodzą z interakcje z postaciami, żyją w tym świecie i pozbawione są większości komputerowej sztuczności, z którą musimy się liczyć nawet przy najdroższych i najbardziej dopracowanych hollywoodzkich spektaklach. Dialog pomiędzy Bilbem a trzema trollami oraz następująca po tym, zmyślne zaaranżowana scena akcji z udziałem krasnoludów, to chyba jedna z najbardziej realistycznych i przekonywujących, a zarazem wizualnie kinetycznych interakcji pomiędzy aktorem a komputerowo wygenerowanymi postaciami, jaki widziałem. Bije je chyba tylko późniejsza scena z magików z Weta Digital najlepiej prezentują się w ruchu. Zawsze odnosiłem wrażenie, że to właśnie ruch jest tym, co najbardziej zdradza komputerowe efekty specjalne. Graficy osiągnęli już perfekcję w realistycznej reprodukcji tekstur, kolorów i właściwości wyglądu różnych materiałów, ale gdy tylko dana postać/potwór/pojazd zaczyna się poruszać, zaraz uderza pewna trudna do zdefiniowania, ale mimo wszystko nienaturalna “plastikowość” animacji. Zwiększona płynność ruchu w “Hobbicie” być może jest własnie tym czynnikiem, który sprawia, że wrażenie realizmu cyfrowych elementów jest tak spotęgowane. Do tej pory myślałem, że gdyby HFR miało znaleźć sobie nisze w kinie, byłyby to raczej realistyczne, współczesne fabuły, z przyziemną narracją, pozbawione elementów fantastycznych. Coś na wzór tego, co Michael Mann próbował osiągnąć cyfrą w swoich tytułach. Teraz nie jestem już taki pewien. Wprawdzie HFR pozbawia film pewnej poetyckości obrazu, czyli czegoś co wydawałoby się jest niezbędne w filmach fantasy, lecz z drugiej strony wszystkie komputerowo stworzone potwory, fantastyczne postaci i magia wyglądają w 48 klatkach na sekundę lepiej niż kiedykolwiek. Wojna Formatów. Wojna osiągnięć technologicznych dochodzi nie mniej imponujący art-design. Artyści z Weta Workshop po raz kolejny pokazali, że są najlepsi w tym co robią. Scenografia, projekty ubrań, broni, ekwipunku. To wszystko wciąż zachwyca. A będąc totalnym geekiem, posiadającym dogłębna wiedzę na temat jakości projektów koncepcyjnych z oryginalnej trylogii, jestem pewien, że i tym razem wszystko, co w “Hobbicie” robi dobre wrażenie na ekranie, będzie dwa razy bardziej imponujące przy bliższej inspekcji i to pomimo tego, że wygląd filmu jest w niektórych względach wyraźnie bardziej baśniowy niż we Władcy Pierścieni i reżim realizmu, i funkcjonalności z oryginalnej trylogii nieco uleciał. Wszystkie technologiczne nowinki w połączeniu z plenerami Nowej Zelandii i pracą artystów z Wety sprawiają, że film wygląda fantastycznie. Nie deprecjonuję niewątpliwych osiągnięć Camerona, ale w stu procentach sztucznie wykreowana Pandora blednie w porównaniu z niektórymi momentami “Hobbita”Choć na chwilę obecną 24fps to dla mnie wciąż ten jeden, wybrany sposób oglądania filmów, to nie wykluczam możliwości, że z czasem i coraz większą ilością tytułów kręconych w HFR, technologia ta może wyprzeć stary format, jako nową “wizualną poetykę” kinowego obrazu. Za każdym razem, gdy tego rodzaju nowinki techniczne wchodzą do świata sztuki, zawsze pojawiają się głosy oburzenia i wieszczenie upadku “prawdziwego kina”. Jednak z takim podejściem nadal siedzielibyśmy w erze filmu niemego. Jako kinomani powinniśmy być pozytywnie nastawieni do tego rodzaju zmian, nawet jeżeli w końcu okażą się niewypałami. Trzymać kciuki i okazywać wyrozumiałość, przymykać oko na początkowe niedoskonałości. Zwłaszcza, że obecny format, który dla wszystkich jest standardem, został wprowadzony do kina z pobudek marketingowych (wywalczony dekady temu kompromis pomiędzy producentami próbującymi oszczędzić pieniądze na celuloidowej taśmie, a reżyserami chcącymi większej ilości klatek, by obraz był lepiej zsynchronizowany z dźwiękiem – wtedy będącym technologiczną nowością w kinie), istnieje więc szansa, że jedynym argumentem za nim stojącym jest zwykłe przyzwyczajenie. Być może okaże się, że rewolucja dokonana Petera Jacksona się nie przyjmie, że nie uda się usunąć wszystkich niedociągnięć tego formatu. Jednak na razie udało mu się przykuć moją uwagę, zaintrygował mnie nowym obrazem i pokazał, że jego inicjatywa w tej kwestii nie była pozbawiona sensu. jest teraz za tobą, świat czeka przed tobąZa każdym razem gdy – jak w przypadku “Hobbita” – produkcją filmu kierują artystycznie podejrzane decyzje, widzowie automatycznie podnoszą rumor, rzucając oskarżeniami o komercję i cyniczny skok na kasę ze strony producentów. Osobiście nie lubię bawić się w takie tanie dywagacje, bo nie ważne jak bardzo podejrzane byłyby decyzje wytwórni filmowych, to my – zwykli widzowie – nie mając zakulisowego wglądu w produkcje, tak naprawdę nic nie wiemy, a nasze teorie to pozbawione konkretów, czcze gdybanie. Poza tym to nie takie proste. W dzisiejszych czasach z możliwościami, jakie stoją przed filmowcami, bardzo trudno oprzeć się pokusie, by ze wszystkiego zrobić wieloczęściową franczyzę. Prawda, trzy filmy to trzy razy więcej pieniędzy w kieszeni wytwórni, ale to również trzy razy dłuższy proces twórczy, trzy razy więcej czasu dla wszystkich artystów na eksploracje tego fascynującego świata, trzy razy dłuższa przygoda z bohaterami i aktorami, trzy razy większa obecność serii w popkulturowej świadomości, wreszcie trzy razy więcej okazji by doskonalić i popularyzować nowy format. Choć wciąż nie jestem w pełni przekonany do tej decyzji, to widzę dlaczego Jackson mógł chcieć kontynuować tę podróż tak długo jak miałem problem z wystawieniem końcowej oceny. Czułem, że “Hobbit” może nie zasługiwać na tak wysoką notę, w końcu większość moich przedpremierowych obaw się sprawdziło. Widziałem powody, dla których tytuł zbierał od niektórych tak ostre baty. “Władca Pierścieni” był filmowym doświadczeniem dla każdego kinomana, “Hobbit” natomiast momentami wygląda jak gratka dla nerdów, pożywka dla wtajemniczonych. Jednak choć jestem świadom wszystkich wad, to z zaskoczeniem stwierdzam, że obchodzą mnie one mniej niż się spodziewałem. Zamiast przejmować się nieeleganckim scenariuszem i kiepskim rozpisaniem całości, nieustannie wracam myślami do ulubionych scen. Bo kiedy „Hobbit” jest dobry, jest naprawdę dobry. I choć nadal uważam, że potencjał na jednoczęściowy klasyk kina przygodowego został już zmarnowany, to wciąż może się okazać, że to dopieszczone rozpisanie filmowej przygody i idealne proporcje książki, o których pisałem wcześniej, pojawią się jeszcze na przestrzeni całej trylogii. Bo widać, że – w przeciwieństwie do “Władcy Pierścieni” – poszczególne części tej serii w jeszcze mniejszym stopniu funkcjonują jako autonomiczne filmy, a bardziej jako odcinki jednej całości, co na razie wydaje się być wadą, ale może jeszcze opłacić się w przyszłości. Z tego samego powodu podejrzewam, że dzisiejsi sceptycy, spojrzą na “Nieoczekiwaną Podróż” przychylniej, gdy otrzymamy już pełny obraz nowej trylogii w końcowych momentach filmu Thorin i jego kompani z nadzieją patrzą w horyzont, udzieliło mi się trochę tego uniesienia. Naprawdę czułem, że – wybaczcie banał – przeżyłem z nimi jakąś przygodę. W takich momentach czasami mówimy, że daliśmy się porwać magii kina. Osobiście ostrożnie do tego podchodzę – w końcu ta “magia kina”, którą tak często przywołujemy, to bardzo podejrzana, ulotna i kapryśna rzecz. Pojawia się i znika z ze seansu na seans, a często okazuje się być niczym więcej jak tylko zwykłą, popremierową ekscytacją, która ustępuje gdy tylko spojrzymy na film trzeźwym okiem. Jednak od czasu premiery “Nieoczekiwaną Podróż” widziałem już więcej niż raz, brałem udział w Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Jak napisać recenzję filmu po angielsku? nata149 nata149 27.04.2016 Język angielski Recenzja filmu Kod da Vinci po angielsku. The Da Vinci Code is a 2006 feature film based on the bestselling 2003 novel The Da Vinci Code, from author Dan Brown. It was one of the most anticipated films of 2006, and was previewed at the opening night of the Cannes Film Festival on May 17, 2006. It then entered The Da Vinci Code (film) release in many other countries on May 18, with its first showing in the United States on May 19. Because of some controversial and fictional interpretations of Christian history, both the book and movie version of The Da Vinci Code have been the target of criticism by the Roman Catholic Church, which has urged members to boycott the film. Many of the early showings were accompanied by protesters outside the movie theaters, and early critical reviews were decidedly mixed. However, in its opening weekend, the film earned over US$224 million worldwide, second only to the opening of 2005's Star Wars: Revenge of the Sith. The film follows a professor of symbology, Robert Langdon, as he is called to the scene of a grisly murder in the Louvre. Along with a young French cryptographer Sophie Neveu, Langdon tries to solve the message left by the victim in order to preserve a secret, kept for thousands of years, which could revolutionize the Christian faith. The film rights were purchased from Dan Brown for $6,000,000. Filming had been scheduled to start in May 2005; however, some delays caused filming to begin on June 30, 2005. Permission to film on the premises was granted to the film by the Louvre, while Westminster Abbey denied the use of its premises, as did Saint-Sulpice. Lincoln Cathedral, belonging to the Church of England, however, agreed to act as a substitute for Westminster Abbey, and reportedly received Ł100,000 in exchange for the right to film there. Filming at Lincoln Cathedral took place in August 2005. Filming also took place at Temple Church in London. As well as shooting on location in France, London, and Germany, the filmmakers shot many of the internal scenes at Pinewood Studios. The film's opening sequence was filmed in the cavernous "Albert R. Broccoli's 007 Stage" at Pinewood where the interior of the Louvre was recreated, away from the priceless paintings in the actual museum in France. In the film's opening sequence, Robert Langdon, played by Tom Hanks, discovers a body in the Louvre. David White of Altered States FX, a prosthetics and special makeup effects company which is based at London's Shepperton Studios was tasked with creating a naked photo-realistic silicone body for the scene. Pinewood's state-of-the-art Underwater Stage was used to film underwater sequences. The stage opened in 2005 after four years of planning and development. The water in the tank is filtrated using an ultra violet system which creates crystal clear water and a comfortable environment to work in for both cast and crew. At a conference on April 28, 2006, the secretary of the Congregation for the Doctrine of the Faith, a Vatican curial department, Archbishop Angelo Amato, specifically called for a boycott of the film version of The Da Vinci Code; he said the movie is "full of calumnies, offenses, and historical and theological errors." Hobbit (ang. The Hobbit) – trylogia filmowa produkcji amerykańsko-nowozelandzkiej, łącząca gatunek fantasy z filmem przygodowym. Jest to filmowa adaptacja powieści Hobbit, czyli tam i z powrotem autorstwa J.R.R. Tolkiena, wprowadzana do kin jako prequel trylogii filmowej Władca Pierścieni. "The Hobbit" - adaptation of the book Tolkien's introduction to "The Lord of the Rings." It's a really fantastic film about the eternal struggle between good and evil, the people who still believe that it is possible to recover their land. The main character Bilbo Baggins is a Hobbit who reluctantly embarks on an extraordinary and dangerous travel convinces him to the wizard Gandalf, which supports the entire team of dwarves and help in defeating the dragon. It is a film about a great adventure full of magic and danger, and various creatures, they meet during their na naj :)
\n \n\n \n recenzja filmu hobbit po angielsku
Wielki powrót chłopomanii. Julia Wisła. Idąc do kina na "Chłopów", miałam jasne oczekiwania: wejść i zobaczyć absolutne arcydzieło. Mijałam grupki dziewcząt w ludowych strojach i napawał mnie bardzo dziwny rodzaj dumy. W uszach mimowolnie zaczynały rozbrzmiewać pieśni ludowe, a głęboko marzyłam tylko o tym, by w białej Since 2003 we have been living and building on the land, working in environmental projects and community. We have found that for a few thousand pound and a few months work it is possible to create simple shelters that are in harmony with the natural landscape, ecologically sound and are a pleasure to live in. There is something powerfully alluring in such natural buildings. Their simplicity and cost makes them accessible; their beauty and use of natural materials remind us of our ancestral right and ability to live well as part of the landscape/nature/earth. We believe this dream is possible for anyone with genuine intention, will and hard work. Through this website is our best advice to inspire and assist anyone who is interested in similar ideas. After building and living in the hobbit house, we left it for the woodland workers passing through this beautiful place. In 2009 we finally bought our own place, a 7 acre piece of land as part of the Lammas eco village in West Wales. The opportunity to really be somewhere, to integrate our basic needs of shelter, energy, food and a livelihood now has a permanent place to take root and grow. Being creative with what is available; minimising energy and pollution; and careful observation is our basic approach. So far we have built a small house, the Undercroft; a workshop and barn. Tree planting, pond creation, vegetable beds, fruit, composting and animals are the beginning of a self reliant, resilient and biodiverse home. Only three generations ago most of us had ancestors living in the countryside and were skilled in woodwork, plants, craft, weaving and so on. Like many people, we wished to reclaim these ways and return to having a direct relationship to the land, do things for ourselves, enjoy a high standard of living and have fun. Committing ourselves to this land and simple living is our way of taking responsibility for our impact on the world as best we can. Every day we learn more about this place and can integrate our needs with the landscape we are in. Time to observe cycles and seasons is giving the opportunity to become neo-indigenous; architects of our own lives and genuine stewards of the land. shelter - schronienie; schronisko (np. dla bezdomnych)landscape - krajobraz, pejzażalluring - urzekający, ponętny, powabnysimplicity - prostota (np. życia, ubioru); naiwnośćaccessible - dostępny, osiągalny; przystępnyancestral - rodowyability - zdolność (np. chodzenia); umiejętność; zręczność, sprawnośćgenuine - prawdziwy; szczery, uczciwywoodland - lesista okolica, teren leśnylivelihood - utrzymanie, środki utrzymaniaminimise - minimalizować, zmniejszyć, redukowaćapproach - zbliżać się, podchodzić (do czegoś)barn - stodoła, oborapond - staw, sadzawkareliant - polegający (na kimś lub na czymś), zależny (od kogoś lub czegoś)self-reliant - samodzielnyresilient - odporny, wytrzymały (o osobie); elastyczny, sprężysty (o materiale, substancji)biodiverse - zróżnicowany biologicznieancestor - przodekcountryside - wiejska okolica, wieśwoodwork - wyrób z drewna, wyroby drewnianecraft - rzemiosło; statekreclaim - odbierać (np. bagaż), odzyskać (coś od kogoś); żądać zwrotu (czegoś); poprawiać (stan czegoś), przywrócić (do stanu pierwotnego)stewards - organizator; zarządca; gospodarz (np. na farmie) źródło:
1. general. recenzja (też: przegląd, kontrola, redakcja, rewia, wydanie krytyczne, rewizja) volume_up. review {rzecz.} more_vert. Na przykład recenzja filmu dostępna online jest użyteczna, ale recenzja filmu Twojego najlepszego przyjaciela może być jeszcze lepsza.
Recenzja Filmu Po Angielsku Najwyższą zasadą sztuki kierowania jest stałe dzielenie ludzi, jednych wywyższanie, i drugich poniżanie, jednych obsypywanie łaskami, oraz drugich karami, aby wciąż pewni byli przeciw drugim. Należy przeznaczyć pół godziny każdego dnia na prowadzenie treningu aby szkolenia były efektywne. ” Bądź sobą, ale wybierz to, co my ci powodujemy. Marksistowscy socjologowie religii zbierali wszelkie obiecujące znaki uważające na to, że dobra sekularyzacji działają także w Polsce. W XI wieku w Tumie, wg legendy za sprawą wybudowano pierwsze w Polsce opactwo benedyktynów (wiek później opactwo przeniesiono, a budynek rozebrano). Skoro tak naprawdę, nikt nie wymaga być prosty drugiemu, gdyż jednak przedstawia się za coś lepszego. Nikt nie posiada prawa sam decydować, w który środek należałoby uzdrowić rzeczywistość. Czyj sposób badania jest godny? Zachęcamy Cię do własnego myślenia. Tak wielu typów jest nieszczęśliwych, a wprawdzie nie podejmują żadnej próby aby to zmienić, ponieważ przywykli do rośnięcia w pewności, konformizmie i konserwatyzmie, co może wydawać poczucie spokoju umysłu, a w prawd nie jest pracy bardziej męczącej dla niespokojnego ducha niż jedna przyszłość. Prawnik ze prostą teczką może ukraść bardzo niż stu pracowników z pistoletami. Nie żyją te wszystek czas w rezerwacie. Ja więcej nie popieram narkotyków. Dopóki sen mieszka w górze, wszystko w programie. Gdy sen staje się jawą, jedynym pocieszeniem bywa świadomość, iż nie jesteśmy sami. Zajmujemy się, a sen rozwiewa się w świetle poranka. Bawię się, że doświadczyłam Indii, kusiły od tradycyjna, a wciąż dużo bawię się, że obecnie mogę mówić z pewnej odległości. A nadal z Wiedzy o społeczeństwie, po prostu uwielbiałam! 8-dzial-3-spolecznosc-lokalna-i-regionalna-dzis-i-jutro - sprawdzian z teorii o społeczeństwie kl. Po drugie, w przełożonej na język gruziński części powieści postawione są ważne filozoficzne pytania dotyczące sprawiedliwości, życia człowieka, prawa jednego narodu do dławienia odpowiednia do wolności innego ludu - nad którymi dziwi się każdy zdeptany i ciemiężony. Stronę z dzieł była celom propagandowym, podkreślając wyższość chrześcijaństwa nad islamem. Ale jednocześnie ktoś mówi: „Mam prochy. Więc dużo jest być obszernym i przystojnym lub piękną i małą, o ile nie stanie przy nas ktoś wręcz piękny! Pakietowa sprzedaż nie przynosi w obecnym przypadku sprzedawcy duże zalecie, ponieważ już przy pierwszych i zazwyczaj tych zakupach klient pozostania bardzo więcej pieniędzy aniżeli uczyniłby to w sukcesu, gdyby pozwalał na wartość jedną płytę w cenie 10 zł. Nie rezygnuje wątpliwości, że przy obecnych „trendach politycznych” religia ze lekcji oraz tak zostanie usunięta. Należałoby więc uzdrowić przede wszystkim dobrą naturę. Ci mężczyźni rzeczywiście byliby zdziwieni, ale ostatecznie zadowoleni, gdyby wymienili między sobą spostrzeżenia. Natura. Nie marzę natury, dla mnie naturą są ludzie. Pracownicy z całego świata się potykają, są ciekawi innych, kto jest skąd. Gdyż będą panowie sami siebie miłujący, łakomi, chlubni, pyszni, bluźniercy, rodzicom nieposłuszni, niepobożni. Tylko ludzie bogaci mogą jednocześnie trzymać osobę w chmurach i mocno chodzić po ziemi. Tylko mężczyzny ją znaleźli. Pracownicy nie zapamiętają ciebie, tylko decyzję o tobie. Odpowiadacie, że to znana różnica, że wszystkie nauki są dziełami ludzi, a jedynie Kościół katolicki, apostolski i rzymski jest działaniem Boga. I że jestem tu dla współczesnych wszystkich, co przebywają na trybunach. Szukamy wtedy ludzi, którym śniło się to toż co nam. Wtedy w głowie naszych przyjaciół zaczęła kiełkować myśl, by znaleźć trzecią drogę między kapitulacją, serwilizmem wobec władzy a ślepym buntem. Kiedy się stanowi jedno dziecko, to się chce zrobić wszystko, aby ono zabrakło na wszystkich. Jeśli idzie ale o duchy tak duże, jest może rzeczą naturalną, że będąc oczywistymi wychowawcami rodzaju ludzkiego, noszą one równie mało chęci do codziennego obcowania z obcymi ludźmi, jak przewodnicy do członkostwa w hałaśliwej zabawie dzieci. Wiele jednak chce od Ciebie! Chodząc po świecie człowiek zupełnie nie staje się kosmopolitą, bo dopiero dopiero zaczyna dostrzegać różnice między sobą i oryginalnymi. Uczniowie tworzą ze sobą ważną legitymację szkolną oraz przybory. Stanowi ona liczona w normalnych podręcznikach chemicznych na kilka poddziałów, a w obecnym między innymi chemię organiczną, nieorganiczną, fizyczną oraz analityczną. Kontrast między wyglądem a dźwiękiem miał podkreślać nastrój obcości. recenzja książki. po angielsku. Tłumaczenie recenzja książki w słowniku polsko - angielski to: book review. recenzja książki w kontekście przetłumaczonych zdań występuje przynajmniej 743 razy. Żarł popcorn: Wafeg / Witam! Dziś byłem na filmie "Hobbit: Bitwa Pięciu Armii". Pewnie wielu z Was ostrzyło sobie na niego kły. Ja zresztą też, aż w końcu nastał ten dzień, w którym obejrzałem ten film. Zobaczycie czy mi się podobał, czy nie. Zobaczycie czy Jackson godnie zakończył swoją przygodę z tolkienowską prozą, czy też nie. A przynajmniej - zobaczycie moją opinię. Wy tam wiecie swoje. :D [Oglądałem w 3D i z dubbingiem] GATUNEK: Fantasy, Przygodowy PREMIERA: SCENARIUSZ: Fran Walsh, Philippa Boyens, Guillermo del Toro REŻYSER: Peter Jackson STUDIO: Warner Bros. Pictures, New Line Cinema WYSTĘPUJĄ: Martin Freeman, Ian McKellen, Orlando Bloom, Evangeline Lilly ORYGINALNY TYTUŁ: The Hobbit: The Battle of the Five Armies O tym jak Polacy mogą zniszczyć super film... Zacznijmy od tego, że pod żadnym pozorem nie oglądajcie wersji z dubbingiem. Po świetnym dubbingu w Tomb Raiderze przecież nie może być już tylko lepiej, nie? O mój Boże! Gdy pierwszy raz usłyszałem głos łucznika Barda, Smauga, Kiliego czy nawet Thorina myślałem, że uszy mi wyparują. A co najgorsze - na pierwszej części byłem z dubbingiem i mogłem wytrzymać. Jak wyszła druga część - poszedłem z napisami. Oczywiście, zwiastuny też były po angielsku, więc się przyzwyczaiłem do tych głosów. A teraz coś takiego. Wstydźcie się polscy aktorzy, wstydźcie się! No, a 3D? Byłem w Cinema City, więc 3D z góry było skazane na porażkę. W każdym razie jeśli liczycie na dobre 3D, lepiej wybierzcie się do IMAXA (sorry, ale w Multikinie nigdy nie byłem :P). A może by się tak pan umył, co? I uzębienie też nie jest w dobrym stanie... PETER JACKSON ZAKOŃCZYŁ SAGĘ O ŚRÓDZIEMIU Z KLASĄ. DLA FANÓW POWIEŚCI TOLKIENA - MUST-WATCH. No dobra! Toleruję już twoją nieobecność w książce i romans z Kilim, tylko nie patrz tak na mnie! Hobbit jak Hobbit Trzecia część Hobbita (spójności z książką nie będę oceniał, bo oceniam sam film) mówi nam o losach Bilba Bagginsa, Gandalfa, kompanii krasnoludów i wielu innych postaci po dotarciu do Samotnej Góry i "odzyskaniu" królestwa Erebor. Tu pojawiają się już inne konflikty, bo samym problemem części nie jest smok Smaug tylko tytułowa Bitwa Pięciu Armii, w której skład wchodzą armie krasnoludów, elfów, ludzi, orków i chyba goblinów, ale gobliny to był mały procent wszystkiego. Nie zdziwiłbym się gdyby zamiast goblinów mogliby to być czarodzieje, orły, a nawet orki z Dangabandu czy jakoś tak. Ale nie o to chodzi. Mamy sporo akcji co mi się bardzo podoba. Mamy również rozpoczęty w poprzedniej części wątek miłosny. Ja jestem jedną z nielicznych osób, którym ten wątek się podobał... do czasu. Może to tylko moje odczucie, ale dla mnie ten wątek skończył się... po prostu niefajnie. Ale mamy tu też prawdy ludzkie. Jackson nie zaserwował nam zwykłego kina akcji, ale też pokazał nam jak mogą zachowywać się ludzie. Głównie ludzie są chciwi i uparci, dążą do swojego celu nie patrząc na szkody jakie wyrządzili innym. Ale ten morał to mniejsza część filmu (pewnie też to było w książce, a i nie będę oceniał fabuły bo to adaptacja ;P), więc raczej na niego nie zwracajcie uwagi. :P Bez porażek się nie obyło... nie tylko na bitwie Choć Hobbit to dobry film bez wpadek się nie obyło. Na szczęście te błędy można łatwo wybaczyć reżyserowi. Ale są to takie żenujące sceny jak wbieganie Legolasa po walących się kamieniach, tekstu Galadrieli typu "Nie masz imienia! Nie masz twarzy!" (kto zrobi z tego mem dostanie bonusowego komentarza na blogu :D), czy słabe (jak dla mnie) zakończenie wątku Saurona. Żenada. W dodatku widać, że postać Alfrida była robiona na "tego, który zawsze cię rozśmieszy". Mnie rozśmieszył raptem raz - gdy "miał cycki". Sorry, ale inaczej nie mogę tego nazwać - reżyser sam się o to prosił. Trololo-lololo-lolo-lo-lolololo-lolo, ho-ho-ho-ho, ho-ho-ho-ho, je-jejeje! To już jest koniec..., ale czy na pewno? Peter Jackson zapowiedział, że trzecia część Hobbita była zakończeniem jego przygody ze Śródziemiem. Postanowił oddać to uniwersum w ręce młodszych artystów. Ale podobne słowa słyszeliśmy przy okazji filmu "Władca Pierścieni: Powrót Króla". A dziś możemy obejrzeć ostatnią część Hobbita (mam wrażenie, że ona też miała kilka zakończeń - to już jest chyba dla "Piotrka" norma :P). W sumie jeszcze zostało tyle książek - Silmarillion (o zgrozo!), Dzieci Hurina (wciąż czytam) i Niedokończone Opowieści. Być może za ok. 5 lat usłyszymy zapowiedź ekranizacji któryś z tych książek reżyserstwa właśnie Petera Jacksona? Byle, żeby nie było znów 3 części - ewentualnie dwie. :P Ale jeśli i tak P. J. mówi prawdę będę tęsknić za Hobbitem i w ogóle jego twórczością w świecie Tolkiena. No ale przynajmniej teraz możemy zobaczyć wszystkie części (włącznie z WP) chronologicznie... Fajna poza. Pozazdrościć tylko Zdanie na koniec Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - Czy Peter Jackson godnie zakończył sagę o Śródziemiu? Owszem, zrobił to z klasą. I choć mogło być lepiej, warto wybrać się na ten film. A jeśli zakochaliście się w WP to Wasz must-have. Albo raczej: must-watch. CZY POLECAM? TAK, ALE BROŃ BOŻE WERSJI Z DUBBINGIEM! PODSUMOWANIE + gra aktorska + dużo akcji + morał jednak jest + w ogóle się nie nudzimy - kilka zakończeń - żenujące sceny - przeciągane (haj$, haj$ baby, haj$, haj$!) - Alfrid +- wątek miłosny i Saurona +- czy P. J. na serio skończył już z tolkienowską prozą? Obsada: 7/10 Gra aktorów: 8/10 Scenariusz: 8/10 Gatunek - Fantasy? Udany, Przygodowy? Udany OCENA KOŃCOWA: 8/10 PS Aktualizacja w specialu powinna się już pojawić. :) Tym samym żegnam się z Wami i zapraszam do obserwowania, komentowania, udostępniania i wpadania na nasze "fanpejdże". Linki poniżej: ####### AUTOR: Wafeg ####### ####### ####### FANPAGE'OWI MAJĄ LEPIEJ!
Opis. Piątka lubiących rywalizację przyjaciół spotyka się co roku, aby przez miesiąc grać w berka, w którym wszystkie chwyty są dozwolone. Bawią się w ten sposób od pierwszej klasy. Teraz ryzykują własną głową, pracą i związkami, aby wyeliminować pozostałych uczestników z gry, wykrzykując „berek!”. W tym roku gra
Prosiłabym o przetłumaczenie poniższej recenzji na język angielski na jutro. Jest wiele filmów, które wyrwały na mnie ogromne wrażenie, ale żaden z nich nie równa się z niezwykłym, zapierającym dech w piersiach, jakim bez wątpienia jest Titanic. Film, ten to niesamowita historia miłosna Podobne wypracowania do Film review (with recommendation) - Recenzja filmu (z rekomendacją) Which type of music do you listen to and why do you think some music forms are more popular than others? (essay) - Jakiej muzyki słuchasz i dlaczego twoim zdaniem niektóre jej odmiany są popularniejsze od innych? (esej) Organic or genetically My favorite movie is The Hobbit. This is a fantastic movie starring either Martin Freeman or Ian Mckellen. The main character is Bilbo Baggins and a company of dwarves. My favorite character is Gollum. He is a little scary, but he is also strong. I also like Gandalf and Bilbo. I like this movie because it is suspenseful and well-acted
Poland is a country in Nothern Europe.This country is very a varied in terms of society.Most people in Poland are friendly butsome are aggreseive.They are slim but some people are ver fat, they have light or dark skin.They have green, blu, grey, big or small eyes,hair steight,curly, wavy short or long.Recenzja filmu po angielsku przykład 1
W przypadku każdej trylogii filmowej trzecia odsłona zazwyczaj dostarcza widzom coś mocnego, by jednocześnie we wspaniały sposób
Zobacz w VOD. Hobbit opowiada o przygodzie Bilbo Bagginsa, który wyrusza na wyprawę, by odzyskać krasnoludzkie Królestwo Ereboru, dawno temu spustoszone przez smoka Smauga. Bilbo podróżuje razem z drużyną 13 krasnoludów, dowodzoną przez legendarnego wojownika, Thorina Dębową Tarczę i czarodzieja Gandalfa Szarego.

Recenzja Filmu po angielsku plis jaki bądz film. 60 pkt za rozwiązanie + 30 pkt za najlepsze rozwiązanie -26.1.2015 (20:25) Odpowiedzi

.